Przejdź do treści
Encyklopedia miasta

Robotnicy przymusowi w czasie II wojny światowej

Jak wszędzie w Rzeszy Niemieckiej, tak i w Wiesbaden podczas II wojny światowej wielu jeńców wojennych i cudzoziemskich pracowników cywilnych obojga płci musiało wykonywać pracę przymusową. Byli oni niezbędni do utrzymania produkcji wojennej i zaopatrzenia ludności. Ci tak zwani zagraniczni pracownicy byli częścią normalności życia codziennego podczas wojny, ale byli marginalizowani, wykorzystywani i traktowani jako obywatele drugiej kategorii z powodów ideologicznych.

Pod koniec 1944 r. w Wiesbaden i na jego przedmieściach mieszkało 6 500-7 000 cudzoziemskich robotników przymusowych z 16 krajów. Duża część z nich mieszkała w obozach fabrycznych, segregowanych według narodowości, statusu i płci. Przepisy państwowe przewidywały różne racje żywnościowe i traktowanie "robotników ze Wschodu" i "robotników z Zachodu". Większe firmy, takie jak Kalle & Co, Rheinhütte i Didierwerke w Biebrich, Glyco-Metallwerke w Schierstein, Chemische Werke Albert w Amöneburgu, Buchhold-Keller w Bierstadt, Horn & Söhne i Lermer Stahlbau przy Dotzheimer Straße, Maschinenfabrik Wiesbaden GmbH i Klinger-Kolb w Dotzheim oraz W. Söhngen & Co. przy Waldstraße, utrzymywały własne obozy. Mniejsze firmy umieszczały swoją zagraniczną siłę roboczą w obozach zbiorowych. Łącznie w mieście i na jego przedmieściach znajdowało się 45-50 obozów pracy dla cudzoziemców. Robotnicy cywilni zatrudnieni w rolnictwie, gospodarstwach domowych, gastronomii i zakładach rzemieślniczych mieszkali głównie indywidualnie ze swoimi pracodawcami.

Po niemieckiej inwazji na Polskę we wrześniu 1939 r. polscy jeńcy wojenni zostali wkrótce sprowadzeni do Rzeszy Niemieckiej. Pierwsze oddziały robocze przybyły do Wiesbaden na początku listopada. Zgłosiły się do nich lokalne społeczności rolnicze z Erbenheim i Bierstadt, ponieważ od czasu mobilizacji brakowało siły roboczej w rolnictwie. Rolnicy byli bardzo zadowoleni z Polaków, którzy często pochodzili z ich wsi. Ponieważ więźniowie nie byli w stanie zaspokoić popytu, do Niemiec sprowadzono również polskich cywilów, w tym co najmniej 436 mężczyzn i 228 kobiet do Wiesbaden.

Służba Bezpieczeństwa Rzeszy wkrótce skarżyła się, że Polacy są traktowani zbyt uprzejmie przez rodziny rolnicze i że niemieckie kobiety wiążą się z polskimi mężczyznami. Obawiano się "obcej infiltracji". Aby zapobiec zbyt bliskim kontaktom z ludnością niemiecką, nazistowski reżim wydał 8 marca 1940 r. "polskie dekrety". Polacy musieli teraz nosić literę "P" na ubraniach jako identyfikator; zostali wykluczeni z życia kulturalnego; zakazano im wychodzenia w nocy i nie mogli korzystać z transportu publicznego. Naruszenia były często karane przez gestapo uwięzieniem w obozie pracy lub obozie koncentracyjnym. Za romanse między polskimi mężczyznami i niemieckimi kobietami Polacy podlegali "specjalnemu traktowaniu", tj. natychmiastowemu powieszeniu (bez procesu). Na przykład w Wiesbaden 27-letni Eduard Seweryn został rozstrzelany w lesie w pobliżu Fasanerie 10 czerwca 1942 r. za utrzymywanie stosunków seksualnych z Niemką.

Od lata 1940 r., po "Blitzkriegu" na Zachodzie, duża liczba francuskich jeńców wojennych była również wywożona do Niemiec. Pierwsze oddziały robocze przybyły do Wiesbaden na przełomie lipca i sierpnia 1940 roku. Administracja miasta zorganizowała zakwaterowanie w gimnazjum w Dotzheim. Robotnicy cywilni byli również rekrutowani w okupowanych częściach Francji, jednak liczba ochotników pozostawała niska. Jednak "Generalny Pełnomocnik ds. Pracy", Fritz Sauckel, zażądał kontyngentu 250 000 robotników z Francji w 1942 roku. Aby spełnić to żądanie, we wrześniu 1942 r. reżim Vichy wprowadził powszechny obowiązek pracy dla mężczyzn w wieku od 18 do 50 lat i niezamężnych kobiet poniżej 35 roku życia, "Service du Travail Obligatoire" (w skrócie S.T.O.), który został jeszcze bardziej rozszerzony na początku 1943 r. w związku z nowymi niemieckimi żądaniami. W samym Wiesbaden w firmie Kalle pracowało ponad 400 Francuzów, a różne oddziały pracownicze składały się z 600-700 jeńców wojennych. Łącznie pracowało tu prawdopodobnie co najmniej 1200 mężczyzn i 200 kobiet z Francji, a także wielu innych zachodnich Europejczyków, głównie z Belgii i Holandii.

Cywilni "robotnicy zachodni" mieli więcej swobody niż "robotnicy wschodni" i otrzymywali nieco wyższe racje żywnościowe. Podlegali jednak również wielu ograniczeniom. Na przykład nie wolno im było opuszczać miejsca pracy ani społeczności. Francuzi mieszkający w obozach fabrycznych cierpieli głównie z powodu głodu. Zabroniono im kontaktów towarzyskich z Niemcami, ale także z "robotnikami ze Wschodu", a nawet z ich rodakami, którzy dostali się do niewoli. Francuzi byli również często podejrzewani o sabotaż i szpiegostwo. W Wiesbaden co najmniej 21 Francuzów i trzy Francuzki zostało wysłanych do obozu wychowawczego, sześć Francuzek do "rozszerzonego więzienia dla kobiet Hirzenhain", które było podobne do obozu koncentracyjnego, a ośmiu Francuzów i dwie Francuzki wysłano do obozu koncentracyjnego; inni otrzymali wyroki więzienia. Taki los spotkał również kilku Belgów.

Szczególnym przypadkiem byli Włosi, którzy zostali przymusowo przeniesieni do Niemiec jako "włoscy internowani wojskowi" (IMI) po zerwaniu Włoch z hitlerowskimi Niemcami latem 1943 roku, niektórzy z nich do Wiesbaden. Byli oni wykorzystywani głównie do usuwania gruzu po nalotach i pogardzani jako zdrajcy.

Kolejny etap rozmieszczania obcokrajowców nastąpił po niemieckiej inwazji na Związek Radziecki. Duża liczba więźniów i robotników cywilnych, którzy wkrótce zostali przetransportowani do Niemiec, była przedstawiana przez nazistowską propagandę jako "podludzie" i niebezpieczni bolszewicy i odpowiednio traktowana. Pierwszy oddział sowieckich więźniów przybył do Wiesbaden 24 lipca 1942 roku, po tym jak pierwszy duży transport cywilnych "robotników ze Wschodu" przybył do Wiesbaden już w maju 1942 roku. Większość z tych 96 kobiet i dziewcząt, z których prawie wszystkie zostały przydzielone do firmy Kalle & Co. w Biebrich jako robotnice chemiczne, miała zaledwie 15-25 lat. Stopniowo liczba "robotników wschodnich" w Wiesbaden wzrosła do około 1500. Spośród nich prawie 1100 pracowało w przemyśle, gdzie musiały wykonywać tak samo ciężką pracę jak mężczyźni, a około 100 pracowało dla Reichsbahn. Administracja miejska zatrudniała również "Ostarbeiterinnen", np. do wywozu śmieci. Z ponad 730 sowieckich mężczyzn znanych z imienia i nazwiska, prawie 450 było zatrudnionych w przemyśle, a ponad 150 w Reichsbahn.

"Robotnicy ze Wschodu" mieszkali w niezwykle prostych obozach, które początkowo były otoczone drutem kolczastym i które mogli opuszczać tylko w celu podjęcia pracy. Ich codzienne życie było regulowane w najdrobniejszych szczegółach przez "dekrety robotników wschodnich". Władzom nazistowskim szczególnie zależało na uniemożliwieniu kontaktu z Niemcami i jakiegokolwiek poczucia solidarności. Mimo to znaleźli się odważni ludzie, którzy pomagali robotnikom przymusowym ze współczucia, pomimo groźby kary.

Podobnie jak w przypadku Polaków, "stosunki seksualne z Niemcami" były karane śmiercią, a "naruszenie umowy o pracę" i inne wykroczenia dyscyplinarne karano więzieniem w obozie. Nieprzewidzianą komplikacją były częste ciąże wśród "robotnic ze Wschodu". Niekiedy nie były one w stanie pracować, a dzieci po porodzie wymagały opieki. Dlatego też nazistowski reżim starał się w miarę możliwości zapobiegać "rasowo niepożądanemu potomstwu". Zgodnie z okólnikiem wydanym przez ministra zdrowia Rzeszy w dniu 11 marca 1943 r., "pracownicy ze Wschodu" mogli przerwać ciążę. Jednakże, jeśli "ojciec" był Niemcem lub innym "Aryjczykiem", aborcja nie była dozwolona. "Rasowo wartościowe" dzieci miały być umieszczane pod opieką niemieckich ośrodków opieki społecznej (NS-Volkswohlfahrt, stowarzyszenie "Lebensborn"). Pozostałym niemowlętom groził pobyt w tzw. zagranicznych ośrodkach opieki nad dziećmi, gdzie zazwyczaj wegetowały w katastrofalnych warunkach. Ciężarne "pracownice ze Wschodu" z okręgu Wiesbaden miały zostać przewiezione do obozu Pfaffenwald (niedaleko Hersfeld) założonego przez państwowy urząd pracy w celu porodu, który słynął z nieludzkich warunków. Niektóre kobiety rodziły jednak w szpitalach miejskich Wiesbaden, gdzie warunki były znacznie lepsze. Porody odbywały się również w miejskim "obozie Willi"; w lipcu 1944 r. mieszkało tu 86 "robotnic ze Wschodu" i 14 dzieci. Od 1942 r. do końca marca 1945 r. cudzoziemskim robotnikom przymusowym w Wiesbaden urodziło się co najmniej 164 dzieci, w tym 85 "robotnikom wschodnim" i 45 Polkom. 43 z tych dzieci zmarło przed końcem wojny.

Duża liczba "zagranicznych robotników" padła ofiarą narodowosocjalistycznych zbrodni "eutanazji". W większości przypadków powodem ich hospitalizacji w jednym z ośrodków zagłady była gruźlica. Taki los spotkał kilku robotników przymusowych z Wiesbaden, którzy zostali zabici w państwowych sanatoriach Eichberg im Rheingau i Hadamar. Do pracy przymusowej w Wiesbaden wykorzystywano również więźniów obozów koncentracyjnych, takich jak Luksemburczycy i Holendrzy z obozu specjalnego SS/obozu Hinzert, którzy musieli budować bunkry dla SS na Unter den Eichen.

Żydzi z Wiesbaden zostali również wcieleni przez urząd pracy po rozpoczęciu wojny i musieli wykonywać ciężką pracę. W ostatnich tygodniach wojny życie "zagranicznych robotników" było coraz bardziej zagrożone przez naloty. Ponieważ cudzoziemcom nie wolno było chodzić do schronów przeciwlotniczych, ich udział w ofiarach był bardzo wysoki. Na przykład, co najmniej 20 osób, głównie radzieckich robotników przymusowych i ich dzieci, straciło życie, gdy "obóz Willi" został zniszczony 9 marca 1945 roku. Prawie wszystkie z co najmniej 73 zagranicznych ofiar nalotów zostały pochowane na Cmentarzu Południowym.

Pod koniec wojny życie robotników przymusowych było coraz bardziej zagrożone przez akty samowoli i zemsty ze strony gestapo i esesmanów. W Wiesbaden rozstrzelano co najmniej 18 obywateli radzieckich. Za akty te odpowiedzialny był SS-Oberführer i pułkownik policji Hans Trummler, dowódca SS-Oberabschnitt Rheinland-Westmark, oraz jego personel. Gdy wojska alianckie zbliżyły się do Renu od zachodu w marcu 1945 r., większość obozów została ewakuowana, a robotnicy przymusowi zostali przemaszerowani pieszo na wschód. Często byli narażeni na zimno przez wiele dni bez jedzenia i często w nieodpowiedniej odzieży.

Po inwazji aliantów duża liczba obcokrajowców została zgromadzona w tak zwanych obozach DP (DP = Displaced Persons). Tę niespodziewanie dużą liczbę ludzi trzeba było wyżywić i zapewnić im opiekę medyczną. W Wiesbaden wojska amerykańskie utworzyły baraki Gersdorff przy Schiersteiner Straße jako miejsce zakwaterowania dla tysięcy przesiedleńców, których administracja została przejęta przez Zespół nr 28 "Administracji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy" (UNRRA) w sierpniu 1945 roku. W pierwszych tygodniach po zakończeniu wojny w Wiesbaden doszło również do wielu brutalnych przestępstw i aktów zemsty popełnionych przez byłych robotników przymusowych.

Repatriacja rozpoczęła się w maju i została w dużej mierze zakończona do końca października 1945 roku. Powrót Francuzów, Belgów, Holendrów, Luksemburczyków i Włochów do ojczyzny przebiegał bez zakłóceń. Z drugiej strony radzieccy jeńcy wojenni i robotnicy cywilni byli często przekazywani Armii Czerwonej na Łabie wbrew ich woli, ze względu na porozumienia między zachodnimi aliantami a Stalinem na konferencji w Jałcie. Ponieważ byli podejrzMaschinenfabrik Wiesbaden GmbH i Klinger-Kolb w Dotzheim oraz W. Söhngen & Co. przy Waldstraße, utrzymywały własne obozy. Mniejsze firmy umieszczały swoją zagraniczną siłę roboczą w obozach zbiorowych. Łącznie w mieście i na jego przedmieściach znajdowało się 45-50 obozów pracy dla cudzoziemców. Robotnicy cywilni zatrudnieni w rolnictwie, gospodarstwach domowych, gastronomii i zakładach rzemieślniczych mieszkali głównie indywidualnie ze swoimi pracodawcami.

Po niemieckiej inwazji na Polskę we wrześniu 1939 r. polscy jeńcy wojenni zostali wkrótce sprowadzeni do Rzeszy Niemieckiej. Pierwsze oddziały robocze przybyły do Wiesbaden na początku listopada. Zgłosiły się do nich lokalne społeczności rolnicze z Erbenheim i Bierstadt, ponieważ od czasu mobilizacji brakowało siły roboczej w rolnictwie. Rolnicy byli bardzo zadowoleni z Polaków, którzy często pochodzili z ich wsi. Ponieważ więźniowie nie byli w stanie zaspokoić popytu, do Niemiec sprowadzono również polskich cywilów, w tym co najmniej 436 mężczyzn i 228 kobiet do Wiesbaden.

Służba Bezpieczeństwa Rzeszy wkrótce skarżyła się, że Polacy są traktowani zbyt uprzejmie przez rodziny rolnicze i że niemieckie kobiety wiążą się z polskimi mężczyznami. Obawiano się "obcej infiltracji". Aby zapobiec zbyt bliskim kontaktom z ludnością niemiecką, nazistowski reżim wydał 8 marca 1940 r. "polskie dekrety". Polacy musieli teraz nosić literę "P" na ubraniach jako identyfikator; zostali wykluczeni z życia kulturalnego; zakazano im wychodzenia w nocy i nie mogli korzystać z transportu publicznego. Naruszenia były często karane przez gestapo uwięzieniem w obozie pracy lub obozie koncentracyjnym. Za romanse między polskimi mężczyznami i niemieckimi kobietami Polacy podlegali "specjalnemu traktowaniu", tj. natychmiastowemu powieszeniu (bez procesu). Na przykład w Wiesbaden 27-letni Eduard Seweryn został rozstrzelany w lesie w pobliżu Fasanerie 10 czerwca 1942 r. za utrzymywanie stosunków seksualnych z Niemką.

Od lata 1940 r., po "Blitzkriegu" na Zachodzie, duża liczba francuskich jeńców wojennych była również wywożona do Niemiec. Pierwsze oddziały robocze przybyły do Wiesbaden na przełomie lipca i sierpnia 1940 roku. Administracja miasta zorganizowała zakwaterowanie w gimnazjum w Dotzheim. Robotnicy cywilni byli również rekrutowani w okupowanych częściach Francji, jednak liczba ochotników pozostawała niska. Jednak "Generalny Pełnomocnik ds. Pracy", Fritz Sauckel, zażądał kontyngentu 250 000 robotników z Francji w 1942 roku. Aby spełnić to żądanie, we wrześniu 1942 r. reżim Vichy wprowadził powszechny obowiązek pracy dla mężczyzn w wieku od 18 do 50 lat i niezamężnych kobiet poniżej 35 roku życia, "Service du Travail Obligatoire" (w skrócie S.T.O.), który został jeszcze bardziej rozszerzony na początku 1943 r. w związku z nowymi niemieckimi żądaniami. W samym Wiesbaden w firmie Kalle pracowało ponad 400 Francuzów, a różne oddziały pracownicze składały się z 600-700 jeńców wojennych. Łącznie pracowało tu prawdopodobnie co najmniej 1200 mężczyzn i 200 kobiet z Francji, a także wielu innych zachodnich Europejczyków, głównie z Belgii i Holandii.

Cywilni "robotnicy zachodni" mieli więcej swobody niż "robotnicy wschodni" i otrzymywali nieco wyższe racje żywnościowe. Podlegali jednak również wielu ograniczeniom. Na przykład nie wolno im było opuszczać miejsca pracy ani społeczności. Francuzi mieszkający w obozach fabrycznych cierpieli głównie z powodu głodu. Zabroniono im kontaktów towarzyskich z Niemcami, ale także z "robotnikami ze Wschodu", a nawet z ich rodakami, którzy dostali się do niewoli. Francuzi byli również często podejrzewani o sabotaż i szpiegostwo. W Wiesbaden co najmniej 21 Francuzów i trzy Francuzki zostało wysłanych do obozu wychowawczego, sześć Francuzek do "rozszerzonego więzienia dla kobiet Hirzenhain", które było podobne do obozu koncentracyjnego, a ośmiu Francuzów i dwie Francuzki wysłano do obozu koncentracyjnego; inni otrzymali wyroki więzienia. Taki los spotkał również kilku Belgów.

Szczególnym przypadkiem byli Włosi, którzy zostali przymusowo przeniesieni do Niemiec jako "włoscy internowani wojskowi" (IMI) po zerwaniu Włoch z hitlerowskimi Niemcami latem 1943 roku, niektórzy z nich do Wiesbaden. Byli oni wykorzystywani głównie do usuwania gruzu po nalotach i pogardzani jako zdrajcy.

Kolejny etap rozmieszczania obcokrajowców nastąpił po niemieckiej inwazji na Związek Radziecki. Duża liczba więźniów i robotników cywilnych, którzy wkrótce zostali przetransportowani do Niemiec, była przedstawiana przez nazistowską propagandę jako "podludzie" i niebezpieczni bolszewicy i odpowiednio traktowana. Pierwszy oddział sowieckich więźniów przybył do Wiesbaden 24 lipca 1942 roku, po tym jak pierwszy duży transport cywilnych "robotników ze Wschodu" przybył do Wiesbaden już w maju 1942 roku. Większość z tych 96 kobiet i dziewcząt, z których prawie wszystkie zostały przydzielone do firmy Kalle & Co. w Biebrich jako robotnice chemiczne, miała zaledwie 15-25 lat. Stopniowo liczba "robotników wschodnich" w Wiesbaden wzrosła do około 1500. Spośród nich prawie 1100 pracowało w przemyśle, gdzie musiały wykonywać tak samo ciężką pracę jak mężczyźni, a około 100 pracowało dla Reichsbahn. Administracja miejska zatrudniała również "Ostarbeiterinnen", np. do wywozu śmieci. Z ponad 730 sowieckich mężczyzn znanych z imienia i nazwiska, prawie 450 było zatrudnionych w przemyśle, a ponad 150 w Reichsbahn.

"Robotnicy ze Wschodu" mieszkali w niezwykle prostych obozach, które początkowo były otoczone drutem kolczastym i które mogli opuszczać tylko w celu podjęcia pracy. Ich codzienne życie było regulowane w najdrobniejszych szczegółach przez "dekrety robotników wschodnich". Władzom nazistowskim szczególnie zależało na uniemożliwieniu kontaktu z Niemcami i jakiegokolwiek poczucia solidarności. Mimo to znaleźli się odważni ludzie, którzy pomagali robotnikom przymusowym ze współczucia, pomimo groźby kary.

Podobnie jak w przypadku Polaków, "stosunki seksualne z Niemcami" były karane śmiercią, a "naruszenie umowy o pracę" i inne wykroczenia dyscyplinarne karano więzieniem w obozie. Nieprzewidzianą komplikacją były częste ciąże wśród "robotnic ze Wschodu". Niekiedy nie były one w stanie pracować, a dzieci po porodzie wymagały opieki. Dlatego też nazistowski reżim starał się w miarę możliwości zapobiegać "rasowo niepożądanemu potomstwu". Zgodnie z okólnikiem wydanym przez ministra zdrowia Rzeszy w dniu 11 marca 1943 r., "pracownicy ze Wschodu" mogli przerwać ciążę. Jednakże, jeśli "ojciec" był Niemcem lub innym "Aryjczykiem", aborcja nie była dozwolona. "Rasowo wartościowe" dzieci miały być umieszczane pod opieką niemieckich ośrodków opieki społecznej (NS-Volkswohlfahrt, stowarzyszenie "Lebensborn"). Pozostałym niemowlętom groził pobyt w tzw. zagranicznych ośrodkach opieki nad dziećmi, gdzie zazwyczaj wegetowały w katastrofalnych warunkach. Ciężarne "pracownice ze Wschodu" z okręgu Wiesbaden miały zostać przewiezione do obozu Pfaffenwald (niedaleko Hersfeld) założonego przez państwowy urząd pracy w celu porodu, który słynął z nieludzkich warunków. Niektóre kobiety rodziły jednak w szpitalach miejskich Wiesbaden, gdzie warunki były znacznie lepsze. Porody odbywały się również w miejskim "obozie Willi"; w lipcu 1944 r. mieszkało tu 86 "robotnic ze Wschodu" i 14 dzieci. Od 1942 r. do końca marca 1945 r. cudzoziemskim robotnikom przymusowym w Wiesbaden urodziło się co najmniej 164 dzieci, w tym 85 "robotnikom wschodnim" i 45 Polkom. 43 z tych dzieci zmarło przed końcem wojny.

Duża liczba "zagranicznych robotników" padła ofiarą narodowosocjalistycznych zbrodni "eutanazji". W większości przypadków powodem ich hospitalizacji w jednym z ośrodków zagłady była gruźlica. Taki los spotkał kilku robotników przymusowych z Wiesbaden, którzy zostali zabici w państwowych sanatoriach Eichberg im Rheingau i Hadamar. Do pracy przymusowej w Wiesbaden wykorzystywano również więźniów obozów koncentracyjnych, takich jak Luksemburczycy i Holendrzy z obozu specjalnego SS/obozu Hinzert, którzy musieli budować bunkry dla SS na Unter den Eichen.

Żydzi z Wiesbaden zostali również wcieleni przez urząd pracy po rozpoczęciu wojny i musieli wykonywać ciężką pracę. W ostatnich tygodniach wojny życie "zagranicznych robotników" było coraz bardziej zagrożone przez naloty. Ponieważ cudzoziemcom nie wolno było chodzić do schronów przeciwlotniczych, ich udział w ofiarach był bardzo wysoki. Na przykład, co najmniej 20 osób, głównie radzieckich robotników przymusowych i ich dzieci, straciło życie, gdy "obóz Willi" został zniszczony 9 marca 1945 roku. Prawie wszystkie z co najmniej 73 zagranicznych ofiar nalotów zostały pochowane na Cmentarzu Południowym.

Pod koniec wojny życie robotników przymusowych było coraz bardziej zagrożone przez akty samowoli i zemsty ze strony gestapo i esesmanów. W Wiesbaden rozstrzelano co najmniej 18 obywateli radzieckich. Za akty te odpowiedzialny był SS-Oberführer i pułkownik policji Hans Trummler, dowódca SS-Oberabschnitt Rheinland-Westmark, oraz jego personel. Gdy wojska alianckie zbliżyły się do Renu od zachodu w marcu 1945 r., większość obozów została ewakuowana, a robotnicy przymusowi zostali przemaszerowani pieszo na wschód. Często byli narażeni na zimno przez wiele dni bez jedzenia i często w nieodpowiedniej odzieży.

Po inwazji aliantów duża liczba obcokrajowców została zgromadzona w tak zwanych obozach DP (DP = Displaced Persons). Tę niespodziewanie dużą liczbę ludzi trzeba było wyżywić i zapewnić im opiekę medyczną. W Wiesbaden wojska amerykańskie utworzyły baraki Gersdorff przy Schiersteiner Straße jako miejsce zakwaterowania dla tysięcy przesiedleńców, których administracja została przejęta przez Zespół nr 28 "Administracji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy" (UNRRA) w sierpniu 1945 roku. W pierwszych tygodniach po zakończeniu wojny w Wiesbaden doszło również do wielu brutalnych przestępstw i aktów zemsty popełnionych przez byłych robotników przymusowych.

Repatriacja rozpoczęła się w maju i została w dużej mierze zakończona do końca października 1945 roku. Powrót Francuzów, Belgów, Holendrów, Luksemburczyków i Włochów do ojczyzny przebiegał bez zakłóceń. Z drugiej strony radzieccy jeńcy wojenni i robotnicy cywilni byli często przekazywani Armii Czerwonej na Łabie wbrew ich woli, ze względu na porozumienia między zachodnimi aliantami a Stalinem na konferencji w Jałcie. Ponieważ byli podejrzewani przez Stalina o kolaborację z hitlerowskimi Niemcami, często cierpieli z powodu niekorzystnej sytuacji zawodowej i społecznej do końca życia. Wielu bezpaństwowców pozostało w Wiesbaden, często przez lata żyjąc w obozach dla uchodźców.

Literatura

Brüchert, Praca przymusowa; Spoerer, Mark: Praca przymusowa pod swastyką. Zagraniczni robotnicy cywilni, jeńcy wojenni i więźniowie w Rzeszy Niemieckiej i okupowanej Europie 1939-1945, Stuttgart, Monachium 2001.

lista obserwowanych

Wyjaśnienia i uwagi